Agencja reklamowa specjalizująca się w marketingu internetowym

Bądźmy ze sobą szczerzy. Każdy z nas jest trochę stalkerem. Podglądamy profile w mediach społecznościowych naszych znajomych, współpracowników, szefów, potencjalnych współpracowników i szefów, lekarzy, kosmetyczek, sąsiadów, fotografów. W zasadzie, w pewien sposób możemy podejrzeć każdego. Media społecznościowe dały nam nieograniczony wręcz dostęp do całej masy informacji na temat ludzi, których znamy, tych, których nie znamy, tych, których kiedyś znaliśmy, których chcemy poznać. I tych, o których wolelibyśmy zapomnieć. Wystarczy wpisać na klawiaturze imię, nazwisko i bum! Wiesz, gdzie ostatnio podróżowała Ania Kowalska. Wiesz, jakiej muzyki słucha Marek Iksiński. Wiesz, jak wyglądają dzieci Twojego szefa. Koty Twoich znajomych. Jakby nie patrzeć, to miłe....

...dopóki nie zdasz sobie sprawy, że i Ty jesteś podglądany.

Ludzie są różni. Niektórzy są równie wylewni w sieci, jak i w normalnym, nazwijmy to, analogowym życiu. I kompletnie nie mają z tym problemu. Wszyscy (prawie) chcemy dzielić się momentami i wydarzeniami ze swojego życia, po to w końcu są media społecznościowe - żeby pozostać w kontakcie z przyjaciółmi, rodziną i znajomymi. Ale część z nas nie chce dzielić się nimi z każdym. Dosłownie, z każdym.

Bo nie dbając o ustawienia prywatności w sieci sami narażamy się na ewentualny wyciek danych w niepowołane ręce.

I teraz uwaga, podam przykład. Ciężki i niestety prawdziwy przykład, ale dobrze obrazujący efekty nadmiernego upubliczniania wydarzeń ze swojego życia bez uprzedniego zadbania o ustawienia prywatności.

Pani X, która jest sędziną, wstawiła zdjęcia swojego dziecka na Facebooka. Post był oczywiście publiczny. I profil pani X również był publiczny. Tak się składa, że pan Y, który został przez Panią X skazany, jego zdaniem, niesłusznie, wspomniane zdjęcie zobaczył. Zobaczył zdjęcie zdjęcie dziecka Pani X, znalazł też w jej polubieniach przedszkole, więc wysnuł teorię, że do owego przedszkola chodzi dziecko Pani X. Jak to na przedszkolnych fanpejdżach bywa, przedszkolanki publikują zdjęcia dzieci, no bo który rodzic nie jest ciekawy, jak spędza dzień jego pociecha? Pech chciał, że na zdjęciach Pan Y rozpoznał dziecko Pani X. No i zaczęło się! Odwet. W najczulszy punkt. Wysyłanie zdjęć spod przedszkola, groźby karalne, groźby porwania. Groźba za groźbą. Co najgorsze, takie sytuacje nie zdarzają się jednokrotnie, a dzieją się cały czas. Gdyby nie Facebook, Pan Y długo nie wiedziałby nic na temat Pani X.

Jak mieć swoje dane pod kontrolą?

Po pierwsze - chroń swoje hasła. Imię kota plus pierwsze trzy cyfry to nie jest silne hasło. Imię dziecka to też nie za silne hasło. Data urodzenia również. Postaw na silne, trudne do odgadnięcia hasło. To podstawa podstaw. Włącz uwierzytelnianie dwuskładnikowe - to po drugie.

Dzięki uwierzytelnianiu dwuskładnikowemu dostaniesz powiadomienie, że ktoś próbował dostać się na Twoje konto mailowe/facebookowe/instagramowe.

Możesz natychmiast zablokować taką akcję z poziomu telefonu. Mało tego, zostaniesz powiadomiony, z jakiej lokalizacji ktoś próbował zalogować się na Twoje konto. Czasem są to hakerzy, czasem stalkerzy. Z pewnością jest to coś, co warto wiedzieć. Po trzecie - dodawaj do znajomych osoby, które znasz osobiście. Niby banał, ale działa. Dzięki temu masz kontrolę, kto ma dostęp do danych na Twój temat. Zdarza się jednak, że mamy w znajomych osoby, które znamy, ale z jakiegoś powodu chcielibyśmy ograniczyć im dostęp do, na przykład, swojej relacji. Swojemu szefowi na przykład. Czasem rodzicom i teściom. Na szczęście, zarówno Facebook jak i Instagram, pozwalają na ograniczenie wyświetlania relacji konkretnym użytkownikom. Nie dostaną oni powiadomienia na ten temat, spokojnie. Możesz w ten sam sposób ograniczyć widoczność wyświetlania Twoich postów.

ilustracja2-02--1-

Identyczna jest w przypadku Instagrama. Tym razem przedstawię jednak analogiczną sytuację. Zdarza się, że osoba Y wstawia za dużo postów, na których czytanie niekoniecznie chcesz marnować czas. Albo inaczej. Osoba Z wstawia mnóstwo relacji, które wcale a wcale Cię nie interesują. Publikowane przez nią treści z kolei uważasz za interesujące. Co wtedy? Odobserowwać? Sprawdzać profil "ręcznie"?
Niekoniecznie. Jest na to sposób, który naprawdę ułatwia funkcjonowanie na Instagramie. Jeśli nie macie ochoty na oglądanie relacji osoby X, ale nie chcecie przestać jej obserwować, możecie po prostu wyciszyć jej story na swoim profilu. W praktyce oznacza to, że relacja osoby X nie będzie Wam się wyświetlała, nie będzie Wam się automatycznie przewijać przy przeglądaniu stories, ale będziecie mogli odtworzyć ją w momencie wejścia na jej profil. Podobnie możesz zrobić z postami.
No dobrze, wróćmy więc do sedna. Do meritum.

Jak sprawdzić, kto podglądał Twój profil na Facebooku i Instagramie?

Nie da się. Po prostu się nie da. Zarówno Facebook jak i Instagram bardzo dbają o to, aby “podglądanie” profili było anonimowe. I pozostanie anonimowe. Upublicznienie takich danych to znaczące naruszenie prywatności, nie wspominając już o tym, że dostanie się na serwery Facebooka i Instagrama graniczy z cudem. Wyjaśnię teraz, na jakiej zasadzie to mniej więcej działa. Wpisując profil Kowalskiej w wyszukiwarkę wysyłasz jakieś tam zapytanie na serwery Facebooka. Twoja prośba zostaje spełniona, wyświetlają Ci się profile Kowalskich. Wchodząc na konkretny profil znowuż wysyłasz zapytanie do Facebooka - użytkownik YZA wchodzi na profil użytkownika AYZ. API Facebooka sprawdza, czy użytkownik YZA jest uprawniony do przeglądania profilu AYZ (tutaj oklaski dla ustawień prywatności). Jeżeli jest, API ustala, na ile możesz sobie kogoś podejrzeć, co możesz się o nim dowiedzieć (znowuż oklaski dla ustawień prywatności). To API decyduje o tym, co Ci się wyświetla na ekranie. Co możesz zrobić. Co możesz skomentować.
Kolejność jest jaka: Twoje urządzenie - API - serwery Facebooka. Podobnie jest w przypadku Instagrama. Na Facebooku i Instagramie nie ma takiej opcji, żeby w jakikolwiek sposób sprawdzić, czy ktoś wchodził na Twój profil. Należałoby zmienić strukturę aplikacji. Możesz odetchnąć z ul...och, jednak nie. Jeszcze nie.

Instagram czy Instabot?

Zapewne wielu z Was słyszało o bardzo drogich aplikacjach, które mają pokazać kto wchodził na nasz profil, kto go zaobserował, kto przestał go obserwować, kto, co, gdzie, jak.

Z przykrością muszę Was poinformować, że owe aplikacje nie działają. Bazują one na botach i przypadkowych informacjach, niemających pokrycia w rzeczywistości, bo tak jak wspominałam, serwery nie pozwalają na pozyskiwanie takich informacji. Uprzedzam - nie warto w to inwestować. Jeżeli chcecie mieć kontrolę nad tym, kto ogląda Wasz profil, polecam ustawienia prywatności. To jedyny pewnik w tym cyfrowym świecie.

Pomyślnie zasubskrybowałeś wypisz wymaluj / online marketing
Witaj ponownie! Pomyślnie zalogowano.
Świetnie! Pomyślnie zarejestrowano.
Sukces! Twoje konto jest w pełni aktywne, masz teraz dostęp do wszystkich treści.